Beniaminek 1. ligi Znicz Pruszków będzie dla niego szóstym klubem na Mazowszu. W zeszłym sezonie zdobył bramkę na wagę utrzymania Pogoni na zapleczu ekstraklasy, jednak nie ukrywa żalu związanego ze swoim odejściem z Siedlec. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Rafałem Zembrowskim.
W minionym sezonie w Pogoni zaliczyłeś 34 występy, 32 w lidze i 2 w Pucharze Polski, pełniąc funkcję kapitana. Ponadto w ostatniej kolejce strzeliłeś gola na wagę utrzymania. Jak podsumujesz ten okres?
Cieszę się, że sezon zakończył się utrzymaniem i cieszę się z tej zdobytej bramki w ostatniej kolejce. Jako drużyna osiągnęliśmy swój cel. Ja też jestem zadowolony, bo się odbudowałem – po dwóch sezonach w Dolcanie w Pogoni grałem regularnie. Podsumowując krótko, był to bardzo dobry sezon w moim wykonaniu i w wykonaniu całego zespołu.
Dlaczego nie przedłużyłeś kontraktu z Pogonią? Zarząd i sztab nie byli zainteresowani czy też sam zdecydowałeś o odejściu?
Kilka tygodni przed zakończeniem rozgrywek głośno mówiłem, że chcę zostać w Pogoni. Po sezonie dostałem jednak informację od prezesa, że zarząd nie jest zainteresowany moimi usługami. Nie była to moja decyzja, a oficjalnie tak zdecydował sztab szkoleniowy, który w tamtym momencie opierał się na Bartoszu Tarachulskim. Dlatego też nie będę ukrywał i powiem to głośno, że to była jego decyzja.

A prawdą jest, że w końcówce sezonu po urlopowaniu Marcina Sasala drużyna podzieliła się na dwie grupy – jedną, która wspierała odsuniętego trenera oraz drugą, która opowiedziała się za Bartoszem Tarachulskim, który przejął funkcję pierwszego szkoleniowca?
Nie, nie było żadnych podziałów. My od samego początku byliśmy kolektywem. Od pierwszego spotkania stanowiliśmy zgraną grupę. Oczywiście nie można mówić za innych, ale ja byłem po prostu lojalny wobec trenera Sasala, bo on mi dał robotę i chleb. To byłoby nie w porządku, gdybym po jego urlopowaniu, a mówiąc wprost, po jego zwolnieniu, stał murem za Bartoszem Tarachulskim. Byłem zawodnikiem Marcina Sasala i jak ktoś ma do mnie pretensje, że wobec niego wykazałem się lojalnością, to uważam, że to jest nienormalne, a nie moje zachowanie. Poza tym, nie było żadnych podziałów. Ta decyzja o zmianie w sztabie szkoleniowym zapadła tylko na ostatni mecz i w szatni mówiliśmy sobie, że nie ma znaczenia, kto pełni funkcję pierwszego trenera. Mieliśmy do osiągnięcia cel i na tym się koncentrowaliśmy.
Dlatego też ze względu na tę lojalność wobec trenera Sasala ostatni mecz zacząłeś na ławce rezerwowych?
To pytanie nie do mnie. O wszystkim decydował Bartosz Tarachulski. Nie ma co ukrywać, powiedziałem mu wprost, że jest to dla mnie cios w plecy i tak się nie robi. Byłem przecież w tej drużynie od samego początku, pełniłem przez cały sezon funkcję kapitana i oddałem jej dużo zdrowia i serca. A na ostatni mecz sezonu, na finał, bo tak starcie z Chojniczanką nazwaliśmy w szatni, kapitan został posadzony na ławce rezerwowych. To dla mnie było nie w porządku. Powiedziałem zresztą, że to nie fair, iż zostałem kozłem ofiarnym przegranego meczu ze Stomilem, kiedy de facto nie zagrałem aż tak słabego spotkania.
Chciałem też dodać, że po sezonie miałem rozmowę z prezesem Chromińskim, który oświadczył mi, że teraz o wszystkich transferach i ruchach kadrowych będzie decydował Bartosz Tarachulski. Tydzień później dostałem telefon, że sztab nie jest zainteresowany moimi usługami. Skoro sztab nie chce zawodnika, który rozegrał 34 spotkania i tak naprawdę uratował klub w ostatniej kolejce, to uważam, że to nie jest uczciwe. Kapitan zawsze schodzi ze statku ostatni, a w tej sytuacji kapitan został wyrzucony jako pierwszy. Chciałem zaznaczyć, że ja się nie gniewam, bo taka może być koncepcja klubu. Może wyjdzie to Pogoni na dobre i następni stoperzy, którzy tutaj przyjdą, okażą się objawieniami i drużyna zdobędzie 70 punktów w najbliższym sezonie – i tego im życzę. Ale tak się po prostu nie robi. Jeśli sztab decyduje, oczekiwałem przynajmniej jakiegoś telefonu z informacją. Nie chodzi nawet o wyjaśnienia, ale oczekiwałem przynajmniej jakiegoś podziękowania za ten sezon, a zostałem wyrzucony jak pies. Wszyscy później mówią, że piłkarze są najemnikami – pograją jeden sezon, wezmą pieniądze i odchodzą, Ja nie chciałem być najemnikiem, moja lojalność wobec klubu i działaczy była duża, a zostałem potraktowany beznadziejnie i po prostu wyrzucono mnie bez słowa. Nie wiem czy zadecydowały o tym kwestie sportowe czy pozasportowe, ale tak się nie traktuje kapitana drużyny. Przyszedłem do zespołu, jak w Siedlcach były jeszcze zgliszcza. Ponadto zawsze angażowałem się w sprawy klubu i poświęciłem dla zespołu wszystko. Dlatego też byłem bardzo rozczarowany taką decyzją.

Zdecydowałeś się na przejście do Znicza - dlaczego akurat taki kierunek? Wymieniało się w twoim kontekście np. Polonię Warszawa.
Prezes Znicza do mnie zadzwonił, a nie prezes Polonii Warszawa. Zresztą Polonia jest w 2. lidze, a Znicz w 1.. Dla mnie priorytetem było pozostanie na zapleczu ekstraklasy, bo tym minionym sezonem sobie na to zapracowałem. Nie zastanawiałem się zbyt długo, może pojawiłyby się jeszcze inne oferty, ale dostałem telefon, pojechałem na trening, dogadałem się odnośnie warunków kontraktu i w nadchodzących rozgrywkach będę zawodnikiem Znicza Pruszków.
W zeszłym sezonie przez całą rundę jesienną Pogoń rozgrywała mecze domowe na stadionie w Pruszkowie, więc raczej nie powinieneś mieć problemów z aklimatyzacją?
Oczywiście, że nie. Mieszkam 3 kilometry od stadionu w Pruszkowie, więc czuję się tam jak u siebie w domu. A to, że w Pogoni graliśmy całą rundę na stadionie Znicza, tym bardziej sprawiło, iż nie miałem najmniejszych problemów z aklimatyzacją. Ponad połowę drużyny znałem już wcześniej, także to też pomogło w szybkim odnalezieniu się w nowym miejscu. Teraz czuję się tutaj bardzo dobrze i liczę, że jesteśmy w stanie osiągnąć dobry wynik.
Jak wygląda obecnie sytuacja w sztabie szkoleniowym Znicza, bo trenerem jest Ariel Jakubowski, który nie posiada przecież wymaganej licencji (już po przeprowadzeniu wuwiadu oficjalnie pierwszym trenerem został Andrzej Prawda – przyp. red.)?
Szczerze mówiąc nie wiem, kto będzie trenerem. To powinno być poza mną, to są sprawy licencyjne, w które nie chcę wnikać. Ja jestem od grania w piłkę. Nie skupiam się na wybieraniu trenera czy zarządu – to zadanie prezesa. Koncentruję się tylko i wyłącznie na swojej robocie, którą ma do wykonania na boisku.
Ursus, Polonia, Wisła, Dolcan, Pogoń i teraz Znicz to będzie już twój szósty klub na Mazowszu - jak porównasz funkcjonowanie tych zespołów?
Śmiałem się, że przypięła mi się łatka, że jestem zawodnikiem tylko z Mazowsza i może ktoś pomyśli, że boję się wyjechać. Wręcz przeciwnie chciałem wyjechać z Warszawy, bo tutaj znam wszystkie kluby. Zostały mi już tylko Legionovia i Radomiak do obskoczenia i będę miał wszystkie zespoły na Mazowszu (śmiech). Ale cóż, tutaj jest małe środowisko, wszyscy siebie znają, kluby opierają się na tych samych zawodnikach. Śmiałem się, jak ostatnio graliśmy sparing z Legionovią, że w ciągu ostatnich czterech lat zagrałem z nimi chyba 25 sparingów. Bardzo chciałem spróbować czegoś nowego, teraz się nie udało, ale w przyszłości może będzie inaczej – czas pokaże. A jeśli chodzi o funkcjonowanie klubów – trudno opowiadać o każdym zespole po kolei, ale z pewnością z każdego miejsca, gdzie występowałem, sporo wyniosłem – zarówno jeśli chodzi o kwestie sportowe, jak i organizacyjne. Jestem także pozytywnie nastawiony przed czekającymi mnie wyzwaniami w nowej drużynie.
Znicz przechodzi małą rewolucję kadrową. Jak uważasz – po takich zmianach na co będzie was stać w nadchodzącym sezonie?
Nie zgodzę się z tym, że przechodzi rewolucję. W porównaniu do tego, co rok temu działo się w Pogoni, tutaj jest stabilnie. Z pierwszego składu odeszło trzech zawodników – Tomasz Chałas, Paweł Kaczmarek i Arkadiusz Jędrych. Chłopaki śmieją się, że zamieniłem się z Arkiem Jędrychem. Reszta została. Stanowimy bardzo zgraną i zżytą ze sobą grupę. Potrzeba tylko kilku wzmocnień i stać nas na spokojne utrzymanie. Tak jak w Pogoni na początku nie było przekonania co do jakości, którą będziemy prezentować, o tyle w Zniczu tym kolektywem zachowanym od kilku sezonów jesteśmy w stanie zająć dobre miejsce. Ale oczywiście wiadomo jaka jest 1. liga i to ona wszystko zweryfikuje.
Przez letni okres było trochę tych problemów w Zniczu. Nie przeszkadza wam to w treningach i dojściu do optymalnej formy?
Szczerze mówiąc to było trochę rozdmuchane przez media. Tak naprawdę do nas nie docierają sygnały o jakichkolwiek problemach. Trener jest, prezes i sponsor też, więc nie wiem skąd takie obawy. Tak jak mówię, teraz skupiam się tylko na graniu w piłkę, bo w tym sezonie w Pogoni za dużo było ingerencji w sprawy klubowe i nie wychodzi to zawodnikowi na dobre. Sprawy organizacyjne należy zostawić ludziom, którzy są za to odpowiedzialni.
Jak na razie Znicz w okresie przygotowawczym rozegrał trzy sparingi i zaliczył dwa remisy i jedną porażkę. Niepokoi troszkę ta forma czy też w ogóle nie przejmujecie się tymi wynikami?
Pierwszy sparing zagraliśmy z drużyną z czwartej ligi niemieckiej. My byliśmy po całym obozie przygotowawczym, przez który bardzo ciężko trenowaliśmy. Natomiast drużyna niemiecka dopiero przyjechała na obóz i zagrała na świeżości i to było widać. Ale już w drugim sparingu z rezerwami Wolfsburga, szczególnie w pierwszej połowie, pokazaliśmy się dobrej strony. Wolfsburg tydzień wcześniej podobno zmiażdżył w pierwszych 45 minutach Wisłę Puławy, a w meczu z nami oddał tylko jeden strzał w światło bramki. To na pewno bardzo dobry prognostyk przed kolejnymi meczami. A jeśli chodzi o ten sparing z Legionovią – obie drużyny grały na dwa składy. Takie spotkania stanowią lekcję poglądową dla trenerów. Jest przecież wielu zawodników, których należy sprawdzić i nie ma co przykładać wagi do takich meczów. Reprezentacja Polski przed mistrzostwami też przecież nie miała rewelacyjnych wyników w spotkaniach towarzyskich, a później na turnieju osiągnęła sukces, docierając do ćwierćfinału.
Rozmawiał Bartosz Cabaj