Do drużyn, które seriami zdobywają punkty na wiosnę już dawno przylgnęło określenie “rycerze wiosny”. Jednak które miejsce w tabeli 1. ligi zajmowałby teraz Rozwój Katowice, gdyby nie fantastyczna passa strzelecka Adama Czerkasa? O niepowtarzalnej atmosferze w szatni zespołu i nagłym zainteresowaniu ze strony dziennikarzy - w rozmowie z napastnikiem Rozwoju Katowice.
Dobra gra przełożyła się nie tylko na wyniki Rozwoju, ale także na zainteresowanie ze strony mediów. Nie czuję się pan trochę zmęczony tym, że wszyscy pytają o Anglię?
Nie, to oczywiście część zawodu, który wykonuje. Lepsza gra zawsze przekłada się na większe zainteresowanie ze strony dziennikarzy. Cieszę się przede wszystkim
z tego, że strzelam gole, które przekładają się na punkty dla Rozwoju Katowice.
Pana kariera może też posłużyć za przykład dla młodych piłkarzy. Tych w Rozwoju nie brakuje. Stara się pan w jakiś sposób ich instruować, dawać wskazówki?
Nie, ja do wszystkiego dochodziłem sam i uważam, że jest to najlepsza droga do rozwoju każdego piłkarza. Zawodnik stanie się dobry, jeśli sam będzie starał się wyciągać wnioski ze swojej gry oraz eliminował i poprawiał pojawiające się mankamenty. Jestem takim typem człowieka i mam taki charakter, że jak to się mówi wolę sam się sparzyć na jakiejś sytuacji, niż słuchać rad innych. Dlatego nigdy nie brałem specjalnie do siebie tego, co ktoś mówił
o mnie na boku.
Rozwój jest absolutnie wiosenną rewelacją 1. ligi. Jest pan w stanie wytłumaczyć przyczyny tak kapitalnego startu?
Przyznam, że pierwsza do głowy przychodzi mi myśl, że jak dotąd w mojej karierze obojętnie w jakim klubie grałem, nie doznałem sportowej porażki. Przeważnie zespołom całkiem nieźle wiodło się w rozgrywkach. Nawet grając dla ŁKS-u po pierwszej bardzo słabej rundzie, potem coś zaskoczyło i skończyliśmy rozgrywki na siódmym miejscu (ŁKS został zdegradowany za brak licencji - przyp. red.). Oczywiście nie zawsze było tak, że początki były fenomenalne, ale nigdy nie zaliczyłem z drużyną spadku z rozgrywek. Co do Rozwoju Katowice czułem, że nie może być tak źle, jak w pierwszej rundzie. Limit pecha został wyczerpany, wreszcie dopisuje nam szczęście. Analizując ostatnie spotkania równie dobrze mogliśmy je przegrać. Tak jak wspomniałem, teraz to nam dopisuje piłkarskie szczęście, a dla mnie najważniejsze jest to, że strzelam bramki, które dają zwycięstwa Rozwojowi.
Solidnie przepracowaliśmy okres przygotowawczy, zrobiliśmy duży postęp fizyczny,
a ponadto wreszcie doszło zgranie zespołu.
Można powiedzieć, że zdobyliście punkty w najlepszym możliwym momencie. Teraz terminarz będzie mało łaskawy, czeka was bowiem walka czołówką 1. ligi.
Świetnie weszliśmy w rundę rewanżową, zaczęliśmy punktować, nie musieliśmy oglądać się na wyniki naszych przeciwników, co dało nam ogromny komfort psychiczny. Dlatego patrzymy optymistycznie na kolejne spotkania, choć wiemy, że przeciwnicy są bardzo wymagający. Z resztą już w tamtej rundzie pokazaliśmy się z niezłej strony w spotkaniach z wyżej znajdującymi się drużynami, mam tu na myśli nasze zwycięstwo nad Wisłą Płock. Teraz jednak patrzymy przede wszystkim na siebie, chcielibyśmy zdobyć około 40 punktów, które powinny dać nam utrzymanie w 1. lidze i to jest nasz cel minimum.
W wywiadzie dla „Łączy nas piłka” powiedział Pan ciekawe zdanie: “Dawno nie pamiętam takiej szatni, jaka jest w Katowicach”.
Szatnia Rozwoju ma swój niepowtarzalny klimat, mamy naprawdę zgraną ekipę. Grają tu zawodnicy, którzy z tym zespołem są związani od lat, walczyli od trzeciej, nawet czwartej ligi. Z resztą już w jakimś wywiadzie powiedziałem, że jest to rodzinny klub. Ponadto, jak to bywa w każdym klubie wyniki robią atmosferę.
Oglądając wasze mecze w oczy rzuca się coś szczególnego. Po każdej zdobytej bramce cieszycie się całym zespołem.
Faktycznie z każdej bramki cieszymy się wszyscy, podbiegamy do siebie i razem ją celebrujemy. Poniekąd wynika to z tego, że każdy przed meczem skazuje nas na porażkę, ale to pokazuje przede wszystkim tę bardzo dobrą atmosferę w Rozwoju. Cieszę się, że drużyna mnie zaakceptowała, bardzo dobrze czuję się na Górnym Śląsku i to też ma wpływ na moją dobrą grę w ostatnim czasie.
Jest pan doświadczonym zawodnikiem, który na pewno potrafi ocenić potencjał danego zawodnika. Komu wróży Pan karierę z Rozwoju?
Wróżbitą nie jestem… (śmiech). Ciężko oceniać potencjał mentalny zawodników. Tak naprawdę bardzo dużo zależy od tego, co dany zawodnik ma w głowie. Jeżeli chodzi o walory sportowe, to ja wychodzę z założenia, że zawodnik przechodząc do lepszego klubu również podniesie swoje umiejętności i pokaże inne swoje walory. Na pewno jest kilku zawodników, którzy mają spory potencjał. Z własnego doświadczenia wiem, że najważniejsza jest jednak sfera mentalna, jak piłkarz zareaguję na zmianę otoczenia, poradzi sobie z presją.
Z Rozwojem ważny kontrakt ma pan do czerwca. Przy takiej dyspozycji władzom klubu raczej ciężko będzie zatrzymać takiego zawodnika w klubie?
Życie pokaże, co dalej. Z doświadczenia wiem, że takie sprawy załatwia się w ostatniej chwili. Choć nie ukrywam, że pojawiło się zainteresowanie moją osobą z innych klubów.
Latem trenował pan z Pogonią Siedlce. Co więc stanęło na przeszkodzie, aby grać
w Siedlcach?
Od razu powiem, że nie chodziło o pieniądze, bo wiadomo, jak to w takich sprawach bywa. mam duży sentyment do Pogoni, grałem tam 2,5 roku. Niestety sprawy się pokomplikowały, musiałem odejść. Wielkich chęci zatrudnienia ze strony Pogoni nie było, musiałem przecież wiedzieć na czym stoję, a sprawy tak się potoczyły, że jestem teraz w Katowicach.
Rozmawiał Mateusz Adamczyk