Sandecja Nowy Sącz wiosną w I lidze gra jak z nut. W czym tkwi klucz do osiągania tak dobrych rezultatów, o swojej przeszłości, a także o planach na nadchodzące tygodnie w rozmowie z 1liganews opowiedział Bartłomiej Dudzic.
Jeśli weźmie się pod uwagę tabelę z meczów rozegranych tylko na wiosnę, zajmujcie trzecią pozycję z dorobkiem 11 punktów w 5 meczach. W czym tkwi tajemnica tego imponującego wyniku?
W dobrym przygotowaniu w zimowej przerwie. Pracowaliśmy nad wieloma elementami, które szwankowały w naszej grze. Na pewno dobre wyniki w sparingach potwierdziły nasze dobre przygotowanie i dzięki temu osiągamy teraz w tych wiosennych meczach satysfakcjonujące rezultaty.
Dla porównania, jesienią w 19 kolejkach zgromadziliście na swoim koncie 21 punktów. Czy dzięki tak dobremu początkowi po wznowieniu rozgrywek definitywnie oddaliliście groźbę spadku do II ligi?
Jeszcze nie. Chcemy jak najszybciej mieć zapewnione utrzymanie, bo jak wiadomo w pierwszej rundzie zebraliśmy naprawdę mało punktów. Niezwykle ważny był dla nas ten początek wiosny. Ale widać, że dużo drużyn z dołu tabeli bardzo dobrze punktuje i z pewnością musimy walczyć jeszcze przez następne kilka kolejek, a walka o utrzymanie będzie trwała do samego końca.
Od 11 stycznia z Sandecją zaczął pracę Radosław Mroczkowski. Co zmieniło się w drużynie od jego przyjścia? Rewolucji kadrowej przecież nie było – zimą dołączyło do was pięciu zawodników, a odeszło czterech.
W pierwszej rundzie mieliśmy mnóstwo problemów – czy to z kontuzjami czy to zdrowotnych. Nie mogliśmy grać w większości meczów jednym składem. Co chwila ktoś wypadał. Po przyjściu trenera nastąpiło sporo zmian. Kładzie on nacisk na taktykę, na grę obronną i to się sprawdza. Atakujemy i bronimy całą drużyną i to się przekłada na naszą grę. Widać tego rezultaty. Straciliśmy jedną bramkę – w Głogowie i do tego była ona naprawdę głupio puszczona. To jest na razie duży sukces i mamy nadzieję, że tak pozostanie do końca sezonu.
Wspomniałeś już w rozmowie o okresie przygotowawczym i o to właśnie chciałem dopytać. Jak porównasz zimowy okres przygotowawczy pod okiem trenera Mroczkowskiego a ten letni jeszcze za kadencji Roberta Kasperczyka?
Między tymi trenerami wygląd naszych przygotowań się zmienił. Trener Kasperczyk preferował grę ofensywną. Atakowaliśmy znaczną liczbą zawodników. Początkowo przynosiło to efekt, bo zdobywaliśmy dużo bramek. Niestety potem kontuzje pokrzyżowały nam plany. Ponadto atakując większością zespołu brakowało nas w obronie i traciliśmy gole. Za trenera Mroczkowskiego naszym pierwszym zadaniem jest gra w defensywie. Mamy szczelnie bronić dostępu do własnej bramki i nad tym aspektem pracowaliśmy zimą. Ale też oczywiście bilansujemy tę obronę z atakiem. Nie bronimy się całą drużyną przez 90 minut. Próbujemy też odebrać piłkę przeciwnikowi. Widać to był w spotkaniu z Zawiszą, gdzie od początku wyszliśmy wysokim pressingiem i atakowaliśmy do samego końca. Dało to rezultat – zespół z Bydgoszczy był pogubiony i zaskoczony przebiegiem pojedynku i naszym zachowaniem.
Swoją przygodę z seniorskim futbolem rozpocząłeś od sezonu 2004/05, kiedy reprezentowałeś Unię Oświęcim. W barwach tego klubu spędziłeś 2,5 sezonu, a następnie przeniosłeś się do Cracovii, a więc z A-klasy do ekstraklasy. Jak to się stało, że trafiłeś do zespołu z Krakowa?
Akurat był mecz Unia Oświęcim – Cracovia. Już przed tym spotkaniem strzelałem bardzo dużo bramek i doszły jakieś informacje o mnie do krakowskiego zespołu, że jest gdzieś tam w Unii jakiś chłopak, który dobrze wygląda. A w tym wspomnianym meczu sprawiliśmy sensację, wygrywając 3:1. Ja strzeliłem dwie bramki i trafiłem do notesów Cracovii. Zostałem zaproszony na testy. Byłem sprawdzany przez 2-3 tygodnie i wypadłem bardzo dobrze i w taki sposób zostałem piłkarzem tego zespołu.
W Cracovii szybko przebiegła twoja adaptacja. Przez pół sezonu grałeś głównie w końcówkach spotkań, ale od rozgrywek 2007/08 stałeś się podstawowym zawodnikiem zespołu.
Tak udało mi się szybko przebić do pierwszej jedenastki. Bardzo się z tego cieszyłem, bo wiadomo, że przeskok był dla mnie ogromny. Trafiłem do klubu z taką historią – takiemu chłopakowi jak ja – udało się szybko wskoczyć do pierwszej drużyny. Dosyć długo się tam utrzymałem. Ale trzeba powiedzieć, że nie rozwinąłem się tak, jakbym tego chciał. Na dzień dzisiejszy musiałem zrobić dwa kroki w tył, ale mam nadzieję, że wrócę jeszcze do ekstraklasy i zrobię wszystko, aby ten cel osiągnąć.
Drużynę Pasów reprezentowałeś przez osiem sezonów. Jednak miałeś półroczną przerwę - w rozgrywkach 2009/10 zostałeś wypożyczony do GKS-u Katowice. Ówczesnym trenerem Cracovii był Orest Lenczyk. Z czego wynikała wtedy twoja półroczna przeprowadzka do Katowic?
Byłem wtedy cały czas bardzo młodym zawodnikiem. Nie grałem tyle, ile bym chciał i doszliśmy do wniosku z trenerem, że w tym wieku potrzebuje jak najwięcej minut na boisku, więc najlepszą opcją było wypożyczenie. GieKSa okazała się bardzo dobrym wyborem, gdyż zagrałem tam we wszystkich spotkaniach. Później do Cracovii przyszedł trener Rafał Ulatowski, który bardzo mnie chciał w drużynie, widział, że się rozwinąłem i przydam się ekipie. Tak więc po półrocznym pobycie w Katowicach ponownie wróciłem do Krakowa. Bardzo pomogło mi to wypożyczenie do GKS-u.
Przez cały swój pobyt w Cracovii pracowałeś z dziewięcioma trenerami. Który spośród nich jest najlepszy fachowcem? Od którego nauczyłeś się najwięcej?
Faktycznie było ich sporo. Na pewno dużo nauczyłem się od trenera Jurija Szatałowa. Po rundzie mieliśmy zaledwie osiem punktów i wszyscy mówili, że spadniemy z ligi, a udało nam się utrzymać, co było dużym wyczynem. On przyszedł w trudnym momencie i postawił na mnie. Za jego kadencji naprawdę wiele się nauczyłem. Jego asystentem był Dietmar Brehmer i treningi stały wówczas na wysokim poziomie. Ale jednak najwięcej nauczyłem się od trenera Wojciecha Stawowego. Uczył dużo taktyki. Można powiedzieć, że w ciemno wiedzieliśmy, gdzie mamy biegać. Stawowy i Szatałow to dwaj szkoleniowcy, od których najwięcej się nauczyłem. Wiadomo, że też dobrze wspominam trenera Stefana Majewskiego. On mnie ściągnął do Cracovii, dzięki niemu wypłynąłem.
Masz 118 meczów i 9 trafień w ekstraklasie. Z kolei w I lidze 41 spotkań i 6 goli. Jak porównasz te dwie ligi? Jest duża różnica między tymi rozgrywkami?
Ja to mówię tak: w Ekstraklasie jest kultura, w I lidze walka. To największa różnica. I liga jest bardzo specyficzna. Duża gra się tutaj siłowo, mnóstwo jest walki fizycznej. Naprawdę przez 90 minut gry można to odczuć na swoich kościach. W Ekstraklasie jest większa kultura, z pewnością jest więcej miejsca do gry. Jednak widać tę różnicę jednego poziomu, widać to w umiejętnościach poszczególnych piłkarzy.
W trwającym sezonie trzykrotnie pokonałeś bramkarzy rywali w lidze. Stawiasz sobie jakiś strzelecki cel, który chcesz osiągnąć na koniec rozgrywek 2015/16?
Moim celem jest jak najlepsze prezentowanie się w meczach. Chcę swoją grą i postawą spowodować to, że jak schodzę z boiska móc słyszeć z trybun: „Dudzic dobrze grał i przyczynił się do zwycięstwa”. A jak będę grał na odpowiednio wysokim poziomie, a mam nadzieję, że tak jest, to przyjdą bramki.
Warto zaznaczyć, że jesteś najlepszym asystentem Sandecji, gdyż pięciokrotnie obsługiwałeś kluczowym podaniem swoich kolegów. Co daje ci większą satysfakcję: strzelanie goli czy asystowanie?
Pół na pół. Cieszę się bardzo z każdej asysty, tak samo z bramki. Bardziej zależy mi na dobrych zagraniach, wywalczonych rzutach karnych – wszystkim czym pomagam drużynie. Myślę, że to też jest doceniane.
Dwa i pół roku spędzone w Unii, siedem lat w Krakowie, nie licząc epizodu w GKS-ie Katowice. Teraz drugi rok w Nowym Sączu. Jesteś zawodnikiem, który łatwo przywiązuje się do miejsc?
Wydaje mi się, że tak. Łatwo się aklimatyzuje w nowych miejscach. Jestem otwartym człowiekiem, w szatni zawsze dogaduję się ze wszystkimi.
Jesteś zawodnikiem 27-letnim, a więc przed tobą jeszcze ładnych parę lat grania. Jakie są twoje plany po zakończeniu sezonu? Przyjdzie czas na nowe wyzwania?
Na pewno musimy jak najszybciej się utrzymać. Muszę jak najlepiej się prezentować, aby przyciągnąć uwagę lepszych drużyn i o to będę walczył. A co z moją przyszłością zobaczymy w czerwcu. Myślę, że będzie dobrze. Wszystko jak na razie zmierza w dobrym kierunku.
Na koniec wróćmy jeszcze do bieżącej kampanii. Jak już to zostało wspomniane, wiosnę zaczęliście imponująco. Jednak do końca sezonu pozostało jeszcze 10 kolejek. Z kolei w tej najbliższej zagracie dobrze ci znanym GKS Katowice. „Nie chwal dnia przed zachodem słońca” - jaki macie plan, aby to przysłowie w waszym przypadku nie znalazło zastosowania?
Musimy być cały czas bardzo skoncentrowani. Można dobrze wyglądać po 6-7 kolejkach, a nagle w drugiej części oklapnąć i przegrywać mecze. Trzeba być przygotowanym na całą rundę. Na pewno podstawą jest to, że trzeba skupiać się na każdym najbliższym meczu, wkładać w grę całe serce i dawać z siebie 100%. Na razie wszystko wygląda tak jak chcemy i zrobimy wszystko, żeby tę formę utrzymać. Teraz powiedzieliśmy sobie, że najważniejsze jest dla nas starcie z GKS-em Katowice, a dopiero później możemy patrzeć na kolejne czekające nas wyzwania. Jeśli się rozluźnimy, zostaniemy błyskawicznie sprowadzeni do parteru.
Rozmawiał Bartosz Cabaj