- Cały czas mamy zaległości finansowe jeszcze z zeszłego roku – przyznał w wywiadzie dla 1liganews.pl piłkarz Stomilu Olsztyn Paweł Głowacki. Zawodnik, który zaliczył w swojej karierze trzy awanse do I ligi. W klubie z Warmii i Mazur ma na koncie już ponad 200 występów, a na boisku tworzy formację pomocy razem ze swoim bratem. Zachęcamy do lektury!
Chciałem zacząć od pytania o ostatni mecz z Wigrami Suwałki. Prowadziliście 2:0 po ośmiu minutach gry, a mimo to spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Roztrwonienie tej przewagi musiało być dla was dużym rozczarowaniem.
Na pewno tak. Pozostaje duży niedosyt, chociaż drużyna z Suwałk miała więcej klarownych sytuacji. Tak naprawdę wynik mógł być bardziej niekorzystny dla nas, aczkolwiek zawsze jak się prowadzi 2:0, myśli się o tym, że wynik już jest rozstrzygnięty i jest po meczu. Takie myślenie to najgorsze, co może spotkać drużynę, która prowadzi. I to nas właśnie zgubiło. Nie poszliśmy za ciosem. Powinniśmy liczyć na kontrę i dobić rywala, wtedy spotkanie byłoby pod naszą pełną kontrolą. Nie bez kozery zwykło się mówić, że 2:0 to najbardziej niebezpieczny wynik. Zdobycie bramki kontaktowej przez przeciwnika robi duże zamieszanie i w tym meczu właśnie tak było. Wigry strzeliły dwa gole i co więcej miały jeszcze sytuację, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale na szczęście skończyło się remisem 2:2.
Na wiosnę jeszcze nie wygraliście meczu, a wasz dorobek to trzy remisy i porażka. Czy na waszą postawę ma wpływ zamieszanie wokół klubu? Tak naprawdę do końca lutego nie wiedzieliście czy w ogóle wystartujecie w tej rundzie.
Nasze przygotowania były bardzo chaotyczne. Był taki moment, że rozjechaliśmy się do domów i przestaliśmy trenować. Na pewno ma to przełożenie na naszą formę w lidze, ale nie załamujemy się. Chcemy przygotować się jak najlepiej do kolejnego meczu, który rozegramy w Chojnicach. Wiemy, że drużyna Chojniczanki jest w podobnej sytuacji jak Wigry w miniony weekend. Będą grali z nożem na gardle, gdyż w dolnej części tabeli ich rywale zdobyli punkty. Walka o utrzymanie jest bardzo zażarta i z pewnością w nadchodzącym starciu o punkty nie będzie łatwo.
Miałeś już taki moment, że mówiłeś sobie, iż nie ma szans uratować Stomilu i musisz sobie szukać nowego klubu?
Część zawodników nie, ale większość z nas była po słowie w innych klubach. Musieliśmy mieć jakąś ewentualność na wypadek, gdyby Stomil jednak nie przystąpił do rundy wiosennej, a wszystko na to wskazywało. Na szczęście znalazły się jakieś pieniądze, a prezesowi udało się nas przekonać, żebyśmy zostali i wystartowaliśmy w tej rundzie. Teraz chcemy zrobić wszystko, aby zająć jak najwyższe miejsce w lidze na koniec sezonu.
A miałeś zimą jakieś konkretne propozycje?
Miałem, ale nie chcę o tym mówić. Poprosiłem prezesa tamtego klubu, aby nie ujawniał nigdzie w mediach tej informacji i nie mówił o tym, bo nie ma to sensu. Nie doszło do żadnego transferu, a jak coś się nie wydarzyło, to nie ma potrzeby o tym rozmawiać, gdyż nie wiadomo, co nas czeka w przyszłości.
Jak teraz wygląda sytuacja w klubie? Otrzymaliście zaległe wynagrodzenia oraz dostajecie na bieżąco wypłaty?
Prezes zapewnił nas, że na bieżąco na wypłaty znajdą się środki. Od momentu kiedy okazało się, że przystąpimy do rundy wiosennej dostaliśmy wynagrodzenia w terminie. Jednak cały czas mamy zaległości finansowe jeszcze z zeszłego roku i nie wszystko zostało wyprostowane.
Właśnie mówisz, że nie wszystko zostało jeszcze wyprostowane, a ostatnio pojawiła się informacja, że miasto chce przekazać klubowi 300 tysięcy złotych, ale prezes przez dwa tygodnie nie złożył wymaganego wniosku. Co sądzisz o tej sytuacji? Uważasz, że klub jest źle, nieodpowiedzialnie zarządzany?
Uważam, że klub jest dobrze zarządzany. Nie chciałbym się wypowiadać na temat tej sytuacji, bo to nie moja rola. My ufamy prezesowi. Nie wiem co tam zaszło, ale z pewnością nie jest tak, że ktoś czegoś zapomniał. Wszystko jest kontrolowane i wydaje mi się, że te pieniądze prędzej czy później dotrą do klubu.
Zerknijmy teraz trochę w twoją przeszłość. Jesteś wychowankiem Stomilu. W sezonie 2002/03 zacząłeś grać już w pierwszym zespole w ówczesnej II lidze. Po sezonie przeszedłeś do Polonii. Dlaczego tak szybko opuściłeś Olsztyn?
W sezonie 2002/03 spadliśmy z ligi i Stomil wycofał się rozgrywek. Klub przestał istnieć i nie było możliwości kontynuowania kariery w Olsztynie. Musiałem gdzieś się przenieść. Zostałem zaproszony na testy do Polonii Warszawa, gdzie się sprawdziłem i tak zostałem zawodnikiem tego zespołu.
W Warszawie spędziłeś dwa i pół sezonu, zaliczając 31 występów w Polonii, w tym 25 w ekstraklasie po czym odszedłeś do ŁKS-u Łomża. Czego zabrakło ci w ekipie „Czarnych Koszul”, aby na stałe wywalczyć sobie miejsce w składzie i zostać w tym zespole na dłużej?
Tak, grałem dwa i pół roku w Polonii Warszawa i wówczas doszło do zmiany trenera. Szkoleniowcem zespołu został Jan Żurek. On chciał mnie wypożyczyć do któregoś zespołu z II ligi i przedłużyć ze mną kontrakt o kolejny rok. Ale nie zgodziłem się na to. Sytuacja w Polonii już wtedy nie była zbyt ciekawa. Groził nam spadek, ponadto wiedziałem o problemach finansowych klubu. Dlatego rozwiązałem kontrakt za porozumieniem stron i przeniosłem się do ŁKS-u Łomża, który wtedy po połowie sezonu z duża przewagą prowadził w swojej lidze. Później okazało się, że awansowałem w Łomży, po reformie, do nowej I ligi.
W Łomży z kolei spędziłeś tylko rok, grając w I lidze i przeszedłeś do Górnika Łęczna, występującego w najwyższej klasie rozgrywkowej, zaliczając spadek z ligi w tym klubie. Jakie uczucie towarzyszyło ci, gdy spadliście z ligi? Żałowałeś przyjścia do klubu z Lubelszczyzny?
Oczywiście trzeba powiedzieć jak to było. My się sportowo w ekstraklasie utrzymaliśmy. Jednak wtedy na jaw wyszła afera korupcyjna, która dotyczyła piłkarzy i działaczy, którzy byli w Łęcznej wiele lat przed moim przyjściem do tego zespołu. I niestety jako jedyny klub zostaliśmy zdegradowani aż o dwie klasy rozgrywkowe. Było to straszne uczucie, gdyż wiedzieliśmy, że piłkarsko utrzymaliśmy się na najwyższym poziomie, natomiast musieliśmy odpokutować błędy i złe czyny zawodników i działaczy, którzy jak wspomniałem, byli związani z tym klubem wiele lat przed nami.
Wtedy miałem dość tułaczki po Polsce, bo bardzo często zmieniałem kluby. Prezes zapewnił nas, że chcemy jak najszybciej wrócić do ekstraklasy i chciał on, żeby jak najwięcej zawodników zostało w zespole. Postanowiłem na dłużej zakotwiczyć w Łęcznej i zawsze bardzo dobrze wspominam czas spędzony w Górniku.
Po 3,5 roku w Łęcznej wróciłeś do Olsztyna. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
Zdecydowanie tak. Chciałem w tym miejscu podkreślić, że trzy razy awansowałem z II ligi na zaplecze ekstraklasy i najlepiej smakowało to w Olsztynie. W tym klubie się wychowałem, całe życie marzyłem, aby zagrać na tym stadionie przy ulicy Piłsudskiego. Co prawda na stadionie posuniętym już mocno w czasie, jednak wielu z nas pamięta czasy, kiedy Stomil grał w ekstraklasie i dlatego bardzo cieszyłem się z mojego powrotu do rodzinnego miasta.
Od wielu lat występujesz na polskich boiskach. Grałeś w kilku klasach rozgrywkowych. Jak ocenisz poziom polskiego futbolu? Jakie zmiany zaszły w I lidze w ciągu 13 lat, które minęły od twojego debiutu?
Szczerze mówiąc otoczka towarzysząca rozgrywkom I ligi jest teraz zdecydowanie lepsza. Są nowocześniejsze stadiony, a co za tym idzie lepsze murawy, na których mamy okazję grać. Poziom ligi też wciąż rośnie, ale to jest logiczne. Żyjemy w nowoczesnym świecie, mamy wiele nowinek technologicznych i to wpływa na poziom szkolenia młodzieży. Z pomocą internetu, różnego rodzaju środków przekazu poziom polskiej piłki nieustannie idzie do góry.
W Stomilu gra też twój brat Piotr. Ostatnio razem znaleźliście się w wyjściowym składzie. Jak układa się wam ta rodzinna współpraca na i poza boiskiem?
Nasz współpraca układa się bardzo dobrze. Rozumiemy się na boisku, a także poza nim. Teraz coraz częściej gramy obok siebie. On na lewej pomocy, ja na środku i coraz częściej mamy okazję grać między sobą i dobrze to wygląda.
A jak ocenisz trenera Mirosława Jabłońskiego? Mówi się, że jest to szkoleniowiec prowadzący klub twardą ręką.
Jest to szkoleniowiec pracujący w swoim zawodzie od bardzo wielu lat i to doświadczenie bije od niego na odległość. Potrafi on zdjąć ciśnienie i niepotrzebną presję z zespołu. To jest klucz do tego, że mimo tej trudnej sytuacji potrafimy utrzymać się w czubie tabeli – zajmujemy piąte miejsce. To jego doświadczenie przekłada się na treningi – są one niezwykle wysokiej jakości. Ponadto w trakcie meczu potrafi on podjąć decyzje, które pomagają zespołowi i niejednokrotnie odwracają losy meczu.
Wspominałeś już podczas tej rozmowy, że w najbliższej kolejce zmierzycie się na wyjeździe z Chojniczanką Chojnice. Będzie to twoje 202 spotkanie w barwach zespołu z Olsztyna w lidze. Jesteś dumny z tego osiągnięcia?
Na pewno jest to spore osiągnięcie. Ale nie chciałbym jeszcze robić podsumowań swojej dotychczasowej kariery. Na pewno stać mnie było, żeby rozegrać więcej meczów. Na przykład szczególnie w ekstraklasie mogłem zagrać więcej. Zabolało mnie to szczególnie w Górniku, kiedy to zostaliśmy zdegradowani i żeby nie to, meczów na najwyższym poziomie rozgrywkom miałbym więcej.
Planujesz w Stomilu zostać do końca kariery czy przewidujesz może kolejną przeprowadzką i związane z nią nowe wyzwania?
Tak jak powiedziałem, w Olsztynie gra mi się najlepiej. Tutaj też założyłem rodzinę. W maju pojawi mi się drugie dziecko. Rozmawiałem z żoną, gdy pojawiły się zimą w Stomilu te problemy, czy warto jeszcze gdzieś wędrować po Polsce i zdecydowaliśmy, że najchętniej zostalibyśmy w Olsztynie. Oczywiście gdyby pojawiła się jakaś bardzo atrakcyjna propozycja, to rozważyłbym ją, ale wiadomo że mam też już swoje lata i na ten moment nie planuje się nigdzie przenosić. Chcę tutaj osiąść i do końca kariery pozostać w Stomilu.
Rozmawiał Bartosz Cabaj