Latem zamienił Sandecję Nowy Sącz na GKS Katowice. Na Górnym Śląsku mimo krótkiego pobytu przeżył już wzloty i upadki. Początek obecnej rundy w jego wykonaniu jest jednak obiecujący. O poziomie I ligi, o tym na co stać jeszcze w tym sezonie ekipę z Katowic i jak sam ocenia swój dotychczasowy pobyt na Bukowej - opowiedział 1liganews pomocnik GieKSy Maciejem Bębenkiem.
W niedawnym wywiadzie dla oficjalnej strony klubowej przed meczem z Pogonią Siedlce powiedziałeś, że brakuje wam spokoju w grze. Ostatnio znowu jednak tego spokoju zabrakło, mogliście spokojnie wygrać dwoma, nawet trzema bramkami, a do końca trybuny na Bukowej drżały o wynik.
Faktycznie ten mecz ułożył się dla nas tak, że spokojnie mogliśmy wygrać dwoma, trzema bramkami. Oczywiście mamy za sobą analizę pomeczową, gdzie widzieliśmy już, jakie błędy popełniliśmy. Całe spotkanie mieliśmy pod kontrolą, było multum sytuacji. Dlatego nie może nam się przytrafiać taka sytuacja, że przyjeżdża do nas zespół, przez dziewięćdziesiąt minut ma jedną okazję i może zdobyć bramkę. Jednak Pogoń Siedlce broniła się, ustawiła się bardzo defensywnie, co też nie było bez znaczenia dla przebiegu meczu.
W meczu z Pogonią byłeś jednym z najlepszych zawodników na boisku. W jednej z akcji w drugiej połowie zabawiłeś się z obrońcami i której upadłeś w polu karnym. Teraz tak na chłodno, należał się Wam rzut karny?
Po meczu analizowałem wszystkie swoje sytuacje. W pierwszej połowie miało miejsce podobne zdarzenie, gdzie zostałem popchnięty w polu karnym. W drugiej zawodnik gości zachował się niemal identycznie i moim zdaniem sędzia mógł podyktować rzut karny dla nas.
Ostatnio dużo mówi się o poziomie sędziowania, o błędach na poziomie ekstraklasy. A jak poziom wygląda z twojej perspektywy w I lidze?
Jeżeli wygrywa się mecze, to poziom sędziowania schodzi na dalszy plan. W przypadku remisu, bądź przegranej zawsze szuka się jakiegoś usprawiedliwienia. Ja natomiast nigdy nie wypowiadałem się na temat sędziowania i nie będę tego robił. Błędy sędziowskie to element tej gry i nie zawsze wszystko można zauważyć na boisku.
A jak u ciebie ze zdrowiem. Z meczu z Arką Gdynia wyeliminowała Cię kontuzja, teraz rozegrałeś dwa spotkania w pełnym wymiarze czasowym. Chyba najgorsze za tobą.
Na szczęście urazy są już wyleczone. Kontuzja, która wykluczyła mnie z udziału w meczu z Arką Gdynia okazała się niegroźna. Wystarczyło parę dni na zaleczenie i teraz jest już wszystko w porządku z moim zdrowiem.
Przed wami trudny mecz z Miedzią Legnica, która jednak jeszcze na wiosnę nie wygrała. Zagracie na pewno bez Grzegorza Goncerza i Filipa Burkhardta. Jaki plan przyjmujecie na piątkowy mecz, czy możesz zdradzić, jak taktycznie podejdziecie do rywala?
Jeżeli chodzi o taktykę, to oczywiście nie mogę za wiele powiedzieć. Na pewno dla nas te absencje to spore osłabienie. Z drugiej jednak strony może do kadry meczowej wskoczy Tomek Zahorski.
A co do planu na ten mecz? Wiadomo, że wszystko zależy od zaleceń trenera i sytuacji na boisku. W Kluczborku udało nam się wygrać po skutecznych kontrach, a jak będzie teraz, to dopiero się okaże. Miedź ma doświadczonych i ofensywnych zawodników, jak Łukasz Garguła, czy Wojciech Łobodziński, dlatego spodziewam się otwartego spotkania z obu stron.
Na początek rundy przegrana, teraz dwie wygrane z rzędu. Patrzycie jeszcze z nadzieją na te dwa premiowane awansem miejsca?
Trudno powiedzieć, które miejsce byłoby dla GieKSy satysfakcjonujące. Na pewno będziemy walczyć do końca. Liga jest dość wyrównana, co pokazuje przykład Kluczborka. My wygrywamy tam mecz, a potem Zagłębie przegrywa z nimi u siebie w następnej kolejce. Najważniejsze dla nas to złapać serię zwycięstw (ostatni raz GieKSa wygrała trzy mecze z rzędu 2,5 roku temu - przyp. red).
Jesteś doświadczonym zawodnikiem na boiskach pierwszoligowych. Jak na przestrzeni kilku sezonów zmieniła się twoim zdaniem I liga. Jak patrzysz na jej poziom?
Gdybym miał analizować wszystkie swoje sezony w I lidze, to zdecydowanie poziom idzie w górę. Duży wpływ na to ma sama telewizja, która coraz chętniej transmituje mecze zaplecza ekstraklasy, co oczywiście zwiększa popularność samych rozgrywek. Ponadto co roku grają naprawdę uznane marki, choćby ekipy, które spadły. Patrząc na poprzednie sezony mogę podać przykład Cracovii, czy też Zagłębia Lubin, które wcale nie miały tak łatwo w tej lidze, jakby mogło się na początku wydawać.
Pracowałeś juz z wieloma trenerami do tej pory. Co nowego dla ciebie wniósł do GieKSy Jerzy Brzeczek. Na co w grze zwraca szczególną uwagę?
Mam duży szacunek do wszystkich trenerów z którymi pracowałem, bo wiele od nich się nauczyłem. Teraz mam okazję pracować z Jerzym Brzęczkiem, który duży nacisk kładzie na rozgrywanie piłki. To trener, który chce i lubi grać ofensywnie i widowiskowo.
Masz za sobą rundę w GieKSie. Przeżyłeś już wzloty i upadki. Jakbyś ocenił do tej pory swój pobyt na Bukowej?
Tak jak wspomniałeś początek nie był najlepszy, ale ogólnie drużynie wtedy nie szło. W dziesięciu spotkaniach ugraliśmy jedynie dziesięć punktów. Atmosfera nie była więc optymistyczna. Mnie też ciężko było złapać rytm meczowy, bo raz grałem, raz siadałem na ławce. Przyjście nowego sztabu dało impuls, zaczęliśmy zdobywać punkty i każdy z nas odżył. Zdaję sobie jednak sprawę, że moja dotychczasowa dyspozycja nie jest taka, jakiej oczekują ode mnie na Bukowej.
Rozmawiał Mateusz Adamczyk