- To pierwszy od dawna okres przygotowawczy, podczas którego wszystko w zasadzie, co sobie zaplanowaliśmy zostało zrealizowane. Zarówno w sferze transferowej, jak i organizacyjnej – nie kryje radości Jacek Kruszewski. Porozmawialiśmy z prezesem Wisły Płock o tym jak przebiegł zima w zespole lidera, jak ocenia ruchy transferowe i co zrobić, by wiosną trybuny stadionu przy Łukasiewicza nie świeciły pustymi miejscami.
To była kolejna zima, podczas której której było sporo zakusów na zawodników Wisły. Czy dla ciebie większym sukcesem było zatrzymanie w Płocku wszystkich czołowych piłkarzy, czy też to jakich wzmocnień dokonaliście?
I to i to jest ważne, ale mimo wszystko postawiłbym na to, że większym sukcesem jest utrzymanie wszystkich wiodących graczy. Było naprawdę bardzo duże ryzyko, że zespół nam się zimą rozsypie. Udało nam się jednak zatrzymać tych, których chcieliśmy, no i oczywiście trenera. To przecież też niezwykle ważny element drużyny, a miał znakomitą propozycję z Lechii Gdańsk. Jeśli chodzi o nowych piłkarzy, to każdy z nich ma uznaną markę. Damian Byrtek, Emil Drozdowicz, Fabian Hiszpański, ale też kolejny wychowanek Dawid Jabłoński, który wraca z wypożyczenia i także mam nadzieję, że nam pomoże. W przypadku nowych, jest zawsze pewne ryzyko, czy wkomponują się w zespół i na ile wzmocnią drużynę. Dlatego jeśli już muszę, to na dziś cieszę się z utrzymania tych, który przyczynili się do tego, że jesteśmy liderem. Transfery też są satysfakcjonujące, ale zweryfikujemy je po sezonie.
Czy masz poczucie, że w temacie transferów udało się zrobić wszystko co sobie założyliście? A może jest jeszcze jakieś poczucie niespełnienia, bo przecież staraliście się np. o Damiana Kądziora, ale Jagiellonia postawiła cenę zaporową?
To pierwszy od dawna okres przygotowawczy, podczas którego wszystko w zasadzie, co sobie zaplanowaliśmy zostało zrealizowane. Zarówno w sferze transferowej, jak i organizacyjnej. Od początku nastawialiśmy się na szukanie stopera i napastnika, a także bocznego obrońcy. Udało się te plany zrealizować i to takimi piłkarzami, których chcieliśmy. Ważne też, że kilku graczy wytransferowaliśmy, dzięki czemu zeszliśmy z kosztów. Piotr Darmochwał, Przemysław Lech i Adam Radwański trafili na wypożyczenia. Ponadto rozwiązaliśmy kontrakty z Maciejem Kostrzewą i najprawdopodobniej Pawłem Łysiakiem. Trzeci ważny aspekt, to organizacja. Byliśmy na dwóch, dobrych obozach: w Cetniewie i w tureckiej Antalyi. W optymalnych warunkach przygotowywaliśmy się więc do rundy wiosennej. Jeśli chodzi o Damiana Kądziora, to był temat, ale ostatecznie wspólnie z trenerem z niego zrezygnowaliśmy. Jeszcze kilka dni temu sprawa była aktualna, mógł do nas dojechać na obóz. Ale przeanalizowaliśmy jego szanse na grę, to że nie przygotowywał się z nami, nie był tej zimy na żadnym zgrupowaniu. Gdyby chodziło o transfer definitywny, to być może byśmy się zdecydowali, ale branie zawodnika na wypożyczenie z bardzo dużym odstępnym, w momencie, gdzie w ofensywie mamy swoich, dobrych graczy, mijało się wg. nas z celem.
Na początku wiosny, dojdzie do kilku bezpośrednich starć waszych rywali w walce o awans. Natomiast Wisła zaczyna od meczów z teoretycznie słabszymi zespołami: MKS Kluczbork i Pogonią Siedlce. To wasz handicap, szansa by już na początku odskoczyć grupie pościgowej? Czy sześć punktów to absolutnie wasz cel na te dwie pierwsze kolejki?
Bezwzględnie zwycięstwa to nasz cel… ale to tylko teoria. Z takimi rywalami wcale nie gra się łatwo, już się o tym przekonaliśmy. Jesienią z Pogonią przegraliśmy u siebie, a w Kluczborku po dramatycznym, nerwowym meczu wygraliśmy 2:1. Przypomnę też, że ulegliśmy innemu zespołowi z dołu tabeli - Rozwojowi Katowice. Graliśmy ostatnio sparing w Turcji z ekipą z Turkmenistanu, który w mojej ocenie prezentuje poziom naszej II ligi. I choć wygraliśmy 2:0, grało nam się trudno, musieliśmy przez cały mecz prowadzić atak pozycyjny i stworzyliśmy niewiele dobrych sytuacji. Podobnie będzie w meczach ligowych, gdyż nie spodziewamy się, by np. MKS rzucił się na nas, zagrał otwartą piłkę, raczej nastawią się na kontry. Będziemy z pewnością, tak jak dotychczas, grali bardzo ofensywnie. Pytanie czy uda nam się szybko strzelić gola i uniknąć błędów w obronie.
Mój synek, gdy w telewizji leci mecz, to w pierwszej chwili zwraca uwagę na kolor krzesełek. Trzeba szczerze przyznać, że gdy są transmisje z Płocka, to nie ma większych problemów, by dostrzegł kolor krzesełek… Jaki jest wasz pomysł, by wiosną stadion się zapełnił? Co zrobić, żeby przyciągnąć choćby tylu widzów, ilu poprzedniej wiosny przyszło na spotkania z Zagłębiem Lubin i Termalicą?
Oczywiście to jest problem, nie tylko w Płocku. U nas jedną z głównych przyczyn słabej frekwencji jest stary stadion. Obiekt niestety nie zachęca do tego, żeby na niego przychodzić, sama dobra gra zespołu jak się okazuje nie wystarczy. Brak dachu, zniszczone krzesełka, ogromna odległość trybun od boiska, przez co widoczność jest zła, a bliski kontakt kibiców z zawodnikami jest niemożliwy, to ogromne minusy naszego stadionu. Nie usprawiedliwiam jednak kibiców, bo sam nim byłem przez wiele lat i dla mnie stadion czy pogoda nigdy nie były najmniejszą przeszkodą, by zabrakło mnie na meczu, domowym czy wyjazdowym. Dziś są jednak takie czasy, że kibic kuszony w TV piłką na najwyższym poziomie, musi mieć bardzo dobry produkt, podany w komfortowych warunkach. Potencjał na 5-6 tysięcy spokojnie dziś w Płocku jest, ale w pierwszych, zimowych jeszcze kolejkach spodziewam się frekwencji w granicach 3 tysięcy. Czym zachęcimy do przychodzenia na nasz stadion? Przede wszystkim tym, że gramy o ekstraklasę, to podstawowa sprawa. Ponadto ceny biletów, jedne z najniższych w Polsce. Wykonujemy wielką pracę jeśli chodzi o promocję, marketing. Jest mnóstwo billboardów, jesteśmy aktywni na portalach społecznościowych i mediach, ukazał się film promocyjny, jesteśmy w szkołach, a w tysiącach płockich mieszkań pojawiły się ulotki z terminarzem, zapraszające na mecz z MKS Kluczbork. Absolutną nowością jest wyprodukowanie po raz pierwszy w historii klubowego napoju energetycznego „Wisła Energy Drink”, który już jest w sprzedaży. Najważniejsze jest jednak to, że od 2007 roku Płock mógł tylko marzyć o ekstraklasie. Walczymy więc, w absolutnie innych realiach organizacyjnych niż wtedy, o powrót na piłkarskie salony. Robimy to przede wszystkim dla kibiców i na ich wsparcie bardzo liczymy.
Rozmawiał Leszek Bartnicki